Nie jesteś sam, kochanie

Mallery Susan

Jeff zignorował paplaninę małej. Dotknął czoła nieznajomej, po czym chwycił ją za nadgarstek, aby zbadać puls. Serce biło jej mocno i regularnie, ale zdecydowanie miała gorączkę. Zamierzał unieść jej powiekę, żeby zbadać reakcję źrenicy, lecz w tym momencie kobieta ocknęła się. Otworzyła szeroko oczy i wbiła w niego przerażony wzrok, jakby był jakimś potworem.

Ad Content

Mężczyzna! Ashley Churchill pomyślała w pierwszej chwili, że to Damian zjawił się, żeby znowu ją napastować. Dopiero po jakimś czasie dotarto do niej, że choć mężczyzna o chłodnym wzroku może równie dobrze uchodzić za powinowatego diabła, z pewnością nie jest to jej były mąż.

Głowa ciążyła jej tak, jakby ważyła ze trzy tony. Jej wzrok przykuły szare oczy oraz twarz pozbawiona emocji. Zamrugała i poczuła, że jej mózg zaczyna powoli pracować. Korytarz wydał jej się znajomy. Firma ochroniarska Ritter/Rankin – dotarło do niej jak przez mgłę. Pracuje tutaj, to znaczy, powinna pracować.

– Poczułam się zmęczona – wyszeptała, starając się zrobić wrażenie całkiem przytomnej, ale z mizernym skutkiem. – Usiadłam na chwilę, żeby odpocząć i, zdaje się, że zasnęłam.

Zamrugała znowu i przeraziła się na dobre, gdy dotarło do niej, kim jest pochylony nad nią mężczyzna. Minęła się z nim w korytarzu, gdy przyszła na rozmowę w sprawie pracy. Kierownik biura powiedział, że to Jeffrey Ritter, jego wspólnik, zawodowy ochroniarz, ekspert nadzwyczajny, dawny żołnierz.

Jej szef.

– Mamusiu, obudziłaś się!

Znajomy głosik, zazwyczaj budzący w jej sercu radość, przeraził Ashley. Maggie nie śpi? Która to godzina…? Zerknęła na zegarek i aż jęknęła, gdy zobaczyła wyświetlone na tarczy cyferki – była piąta dziesięć rano. Powinna skończyć sprzątać najpóźniej o drugiej i do tej pory zawsze jej się to udawało. Przypomniała sobie o systemie alarmowym, który włącza się po jej wyjściu.

– Przepraszam, panie Ritter – powiedziała. Zmusiła się, aby wstać, choć ledwo trzymała się na nogach. – Nie mam w zwyczaju spać w pracy, ale Maggie przechodziła tydzień temu grypę i, zdaje się, że się od niej zaraziłam.

W gruncie rzeczy była tego pewna. Tyle że z pewnością niewiele to obchodziło surowego mężczyznę stojącego tuż przed nią z grobową miną.

Mężczyzna patrzył teraz w milczeniu na małą. Ashley struchlała. Co prawda nie zabroniono jej przyprowadzać do pracy córki, ale prawdopodobnie tylko dlatego, że nikomu nie przyszło do głowy, że to zrobi. Czteroletnie dziecko nie powinno się tu w ogóle plątać.

– Mamusia mówi, że w przedszkolu pełno jest za…, za…, zagryzków – słodkie usteczka nie potrafiły wypowiedzieć prawidłowo słowa.

– Zarazków – poprawiła ją odruchowo Ashley. Otarła dłonie o dżinsy i podała rękę mężczyźnie, który prawdopodobnie zamierzał ją wyrzucić z pracy. – Jestem Ashley Churchill. Pracuję tu jako sprzątaczka. Zazwyczaj wychodzę z biura przed drugą w nocy.

– A ja śpię, jak mamusia pracuje – wtrąciła Maggie. – Mamusia przygotowuje mi zawsze fajne łóżeczko z moją ulubioną pościelą w kotki. Potem mi śpiewa kołysankę, a ja zamykam oczy – zniżyła głos i zbliżyła się o krok do Jeffa. – Czasem tylko udaję, że zasnęłam, bo lubię sobie popatrzeć na gwiazdy – dodała w zaufaniu.

– Ashley przełknęła z trudem ślinę, bo strach ścisnął ją za gardło.

– No tak, wie pan. Nie jest aż tak źle, jak pan sądzi, panie Ritter – zaczęła się plątać, gdyż wiedziała, że sytuacja jest poważna.

Czuła się kompletnie rozbita, a do tego zanosiło się na to, że straci pracę. Można powiedzieć, że dzień zaczął się parszywie.

– Czy ma pani jakieś swoje rzeczy w biurze?

Jeff Ritter odezwał się po raz pierwszy. Miał niski głos o idealnej wręcz modulacji. Ashley nie miała pojęcia, o co mu chodzi, ale spodziewała się najgorszego.

– Tak, owszem.

– Gdzie przechowywane są środki czystości? – zapytał.

– W pakamerce na końcu korytarza. Jestem prawie gotowa. Pozostał mi do sprzątnięcia jedynie gabinet pana Rankina.

Jeff ujął ją pod łokieć i poprowadził korytarzem. Miał żelazny uścisk. Nawet wcale nie taki mocny ani brutalny, ale na tyle zdecydowany, że gdyby Ashley próbowała ucieczki, pan Ritter mógłby jednym ruchem strzaskać jej rękę w drzazgi jak wykałaczkę.

Ashley pokiwała głową. Była bardziej chora, niż sądziła. W skołatanej głowie tłukła się tylko niewyraźna myśl, jak wiele by dała za to, aby znaleźć się w łóżku i aby to wszystko okazało się jedynie koszmarem nocnym. Niestety, to nie był sen. Kiedy weszli do gabinetu Jeffa, natknęli się na niezbity dowód jej zuchwalstwa.

Jedna ze skórzanych kanap posłana była jak łóżko. Na pościeli w kotki leżało porozrzucanych z pół tuzina pluszowych zwierzątek. Obok kanapy stał kartonik po soku, a okruszki na podłodze stanowiły smętną pozostałość po wieczornej przekąsce. Duży, szklany stolik był odsunięty od kanapy, a na jego środku leżała elektroniczna niańka.



(Ctrl + Down Arrow)
(Ctrl + Up Arrow)

Реклама


Партнёры